czwartek, 14 lutego 2013

ROZDZIAŁ *2*


- Co słychać tato ? - spytałam wpuszczając ojca do mieszkania.
- Jest wspaniale! - pocałował mnie w czoło.
- Dziaaaaaadekk ! - Audrey dosłownie wskoczyła na mojego tatę
- Cześć skarbie. Mam dla ciebie prezent - podał jej pudełko z jakąś super trendy lalką barbie - Podoba się?
- TAK! Jenny bedzie mi baldzo zazdlościć - wyszczerzyła się moja własna, prywatna córka.
- AUDREY!!! - spojrzałam na nią gniewnie - Nie możesz tak mówić. Rozmawiałysmy o tym. Pamiętasz?
- Tak. Pseplasam mamusiu - pocałowała mnie w policzek, podziękowała dziadkowi za prezent i pobiegła się bawić.
Zaprosiłam tatę do salonu, a raczej saloniku  ( ten pierwszy obrazek ) , aby móc na spokojnie porozmawiać.
- Muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego, ale boję się twojej reakcji - zaczął niepewnie - Otóż poznałem pewną wyjątową kobietę
Czy ja się ucieszyłam ? NO PEWNIE! Tata radził sobie świetnie puki co, owszem.
 Jednak potrzebował swojej drugiej połówki.
- Tato! To świetnie! - przytuliłam go bardzo mocno - Opowiadaj.
- Ma na imię Jay, jest podobnego wieku. Ma za sobą rozwód. Ma pięcioro dzieci, 4 córeczki i syna 2 lata starszego od ciebie.
- To wspaniale. Gratuluję ci. Chcę żebyś wiedział,że cokolowiek się nie stanie, ja napewno będę cie wspierać.
-Dziękuję ci Denise. Boję się tylko o Audrey. Boję się jak zareaguje na nową sytuację - podrapał sie po głowie.
- To przestań. Dobrze wiesz, że mała lubi zawierać nowe znajomości. Kiedy zamerzasz spotkać się z Jay?
- Zaprosiła mnie na sobotę. Wtedy też poznam jej dzieci. I dlatego...
- I dlatego nie mam przywozić do ciebie Drey ? Rozumiem przecież. - zaśmiałam się

##

Następnego dnia w pracy wyczekiwałam tajemniczego lokatego chłopaka. Poprostu miałam nadzieję że wpadnie.
Rozglądałam się cały czas za nim. Miał w sobie coś, czego opisać nie potrafiłam.
O godzinie 13 poszłam na zaplecze w ramach przerwy. Wypiłam ciepłą herbatę i zjadłam kanapkę.
Po 15 minutach wróciłam i doznałam szoku.
ON stała przy ladzie i szukał kogoś wzrokiem. Był w towarzystwie jakiegoś bruneta.
Podeszłam do kasy mając po drugiej stronie własnie ich.
Chłopak z lokami od razu się uśmiechnął, co odwzajemniłam, jednak jego kolega nadal rozglądał się po całej sali.
- Stary, gdzie jest ta dziewczyna, o której nawijałeś wczoraj cały dzien? - spytał brunet
Lokowaty zrobił się czerwony. Podobnie jak ja...
- LOUIS! - wrzasnął loczek, a jego przyjaciel szybko się opamiętał.
- A dzień dobry - wyszczerzył się - Miły dzień prawda?
-  Dzień dobry. Zgadzam się - uśmiechnęłam się nieśmiało - Coś przygotować?
- Yy.. tak. - odezwał się wreszcie loczek - Ja wypiję to co wczoraj. Dodatkowo poproszę kawałek ciasta jogurtowego.
- Ja poproszę to samo - dodał ...jak się już dowiedziałam Louis.
Skasowałam odpowiednią należność i zaczęłam przygotowywać zamówienia.
Chłopaki nadal stali przy ladzie tworząc przy okazji tzw. korek. Czułam na sobie ich wzrok, jednak nie przeszkadzało mi to wcale.
Po 5 min. podałam ich zamówienie.
- Smacznego - wyszczerzyłam się patrząc na loczka.
- Dziękujemy - odpowiedział tak jakby zaczarowany, po czym poczłapał wraz z kolegą do wolnego stolika.

##

\Harry/
- Stary! Niezła jest - zachwycał się Lou - Tylko taka jakby poważna, nieśmiała.
- Tak. Ale ma coś w sobie - rozmarzyłem się.
- Fakt. Jest inna niż twoje było.
- Masz rację. Jakby to powiedzieć...jest wyjątkowa
- Dokładnie. Umów się z nią Harry. - nakazał Louis
- Sam niewiem....
- No ale na co czekasz? Robi dobre wrażenie! - brunet nie dawał za wygraną
- Ale ja nawet nie znam jej imienia!
- Jak chcesz to ja do niej zagadam. - zaproponował - wypytam o wszystko.
- Nie! - zaprotestowałem - Sam to załatwię i zagadm do niej jutro.
- Jak sobie chcesz. Tylko uważaj, żeby ktoś nie sprzątnął ci jej spod nosa.
- Spokojnie - odparłem i spojrzałem na nią.
Była szczupła, choć miała średniej wielkości biust.
Twarz miała wręcz anielską. Była idealna.
Jak marzenie.
Musiałem wziąć się w garść i się do niej w jakiś sposób zbliżyć.
Wkońcu takiej osoby nie spotyka się każdego dnia...
***********************************************************************************

Iiiiii jak ? 
podoba się ? 
Zapewne nie muszę tłumaczyć WAM , że   Sean - tata Denise spotyka się z mamą LOUISA prawda ? 
Aby zachęcić was do dalszego czytania zdradzę , że Harry w następnym rozdziale pozna imię głównej bohaterki... :D

Mam nadzieję, że będziecie wytrwałe... jeśli zaskoczycie mnie swoimi komentarzami , to OBIECUJĘ, ŻE ROZDZIAŁ 3 DODAM JUTRO !!!!!

Naturalnie zapraszam do zakładki SPAM, w której możecie reklamować swoje blogi. 
Chętne je przejrzę, bo się okazało to moje nowe HOBBY ;) 

I według obietnicy.
Blog, który serdecznie polacam to : http://completely-different-life.blogspot.com/  . Szczerze mówiąc to fabuła wpadła mi do gustu bardzo szybko. Jestem pewna, że wam także się spodoba! 
W imieniu autorki AMBER zapraszam serdecznie ;)  


niedziela, 10 lutego 2013

ROZDZIAŁ *1*


- Audrey ! Wstawaj, bo spóźnimy się do przedszkola.
Malutka otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
Pomogłam jej ubrać przygotowaną wcześniej sukienkę , a sama założyłam na siebie TO. Następnie poszłyśmy do kuchni na śniadanie.
- Kochanie, zjedz szybciutko i leć umyć ząbki. Zaraz jedziemy. - powiedziałam z uśmiechem
- A pojedziemy potem do Zoo ? - zaaplikowała maślane oczy
- Skarbie, tłumaczyłam ci, że na razie nie mam czasu, bo pracuję. Ale obiecuję że gdy będę miała choć jeden dzień wolnego, to odwiedzimy Zoo - pocałowałam ją w czoło i zaczęłam zmywać.

Miałam dopiero, (a może już) 20 lat, a od 3 lat byłam matką.
Tak. Audrey to moja córeczka.
Gdy rodzice dowiedzieli się o ciąży, znienawidzili mnie. Zwłaszcza mama.
Byłam zmuszona wynieść się na wieś, do Babci.
Kiedy tylko skończyłam 18 lat, zaczęłam nowe życie w Londynie. Z Audrey.
Wynajęłam średnie mieszkanie w centrum, więc żeby je opłacić zatrudniłam się w pobliskiej kawiarence. Malutką zaś zapisałam do odpowiedniego przedszkola.
Rok temu dowiedziałam się o rozwodzie moich rodziców. Od tamtego czasu mam kompletne wsparcie u taty. Z matką kontaktu nie mam.
Co z ojcem Audrey ? On także nie ucieszył się na wieść o ciąży. Zostawił mnie. Zaczął "kosztować" życia.
Popadł w bardzo nieciekawe towarzystwo. Brał narkotyki, aż któregoś dnia przedawkował . . .

##

- Dzień dobry - uśmiechnęłam się do klientki - Co podać ?
- Poproszę 2 kawałki sernika i 2 duże Latte Macchiato.
Każdy dzień był dokładnie taki sam. Gdy Audrey była w przedszkola, ja pracowałam.
Chwilę wytchnienia miałam w weekendy. Wtedy zabierałam małą do taty, który mieszkał poza miastem.
Totalna rutyna...

##

- Szefie,chciałabym spytać, czy mogłabym wziąć 1 dzień wolnego w piątek - wydusiłam niepewnie
- Matko Boska Denise! - krzyknął tak, że miałam ochotę się wycofać- W końcu! Pracujesz tu od dwóch lat i zasługujesz na więcej dni wolnego.
- Ale puki co potrzebuję tylko jeden dzień. Obiecałam Audrey zoo...
- Nie ma problemu - uśmiechnął się - A jak się trzyma moja kruszynka?
Od kiedy Drey nauczyła się mówić, zwracała się do mojego szefa "Wujku" . Uwielbiała się z nim bawić gdy ja pracowałam. Czasem była takie dni, że musiałam brać ją do pracy.
- Bardzo dobrze. Jest zdrowa i zakochała się w nowym przedszkolu. - odpowiedziałam
- Dobrze słyszeć. Jeśli to wszystko, to wróć proszę do pracy, bo wpadło więcej klientów - zaśmiał się.
Ponownie ubrałam fartuszek i poszłam składać zamówienia.

##

Mijałam wielu ludzi. Starszych i młodszych. Wszycy byli dla mnie bardzo mili, chodź praktycznie mnie nie znali. Dodawało mi to otuchy i właśnie dlatego tak bardzo kochałam moją pracę.
Miałam z niej pieniądze oraz dużo przyjemności.
Przy ostatnim stoliku siedział chłopak. W oczy natychmiastowo rzyciły mi się jego cudowne loczki.
Audrey miała podobne.
Lokowaty towarzysz był niezwykle zaczytany w jakiś notatkach.
- Dzień dobry  - wyszczerzyłam się do niego szczerze - Coś podać ?
 Spojrzał na mnie i również się uśmiechnął .
- yy.. tak. Poproszę ^Flavoured latte^ z syropem kokosowym. 
Zapisałam zamówienie  w notatniku, uśmiechnęłam się i wróciłam na miejce pracy.
Byłam jak w jakimś transie. Jeszcze nikt nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia od jakiś 4 lat.
Miłe zaskoczenie.
Po 5 min. wróciłam do Jego stolika. 
Znów powitał mnie uśmiechem tak rażącym, że prawie rozlałam jego kawę.
- Dziękuję bardzo. Mam takie pytanie. Czy w weekendy też macie tu otwarte? - spytał
No tak. Przecież nie był stałym bywalcem. Widziałam go w mojej kawiarence po raz pierwszy.
- Tak. Tylko w sobotę jedynie do 15, a w niedzielę do 14. - uśmiechnęłam się promiennie. Wiedziałam że nic nie zburzy mojego wspaniałego humoru. - Czy podać coś jeszcze ? 
- Nie. Na tę chwilę dziękuję. 
Odeszłam od stolika, gdy na sekundkę się obróciłam w jego stronę, patrzył na mnie z tym samym , cudownym i uroczym uśmiechem .

***********************************************************************************
Takie wyjaśnienie : ^Flavoured latte^  - kawa latte z dodatkiem syropu smakowego, np. wiśniowego, Irish, rumowego, waniliowego, kokosowego, brzoskwiniowego czy pistacjowego  ;)  Sama bym chciała coś takiego wypić.

Jak się podobał rozdział 1? 
Nie pisałam żadnego prologu. Powiedzmy, że to był taki PROLOGO-ROZDZIAŁ ;D 
Mam ferie ;D Z tego powodu mam okazję pojawiać się tu niemal codziennie !  
Oczywiście jest 1 warunek. Chciałabym zobaczyć kilka komentarzy.
No poprostu chcę wiedzieć czy moja wena nie idzie na marne . 
Piszę o komentarzach tylko dla tego, że byłoby miło ... no i jest kwestia mojego pierwszego OPOWIADANIA. Nie powiem. były czytelniczki które bardzo często zostawiały "coś po sobie" Jednak blog ma ponad 2700 wyswietleń , ponad 40 rozdziałów. 
Mam nadzieję że moje wszelkie prośby zostaną wysłuchane i docenicie moją pracę . 
PoZDRAWIAM  DANGI <3

piątek, 8 lutego 2013

Witam Wszystkich na nowym blogu . 
W zakładce "Bohaterowie' możecie ogarnąć kto będzie brał udział,
w napisanych przeze mnie wypocinach ;) 
Nie pogardziłabym wstępnymi komentarzami, jest szansa że nowy rozdział napiszę DZIŚ !